poniedziałek, 7 października 2013

Grywalizacja j_st _____, cześć druga


Część druga, czyli obiecane jechanie po słowie grywalizacja. W końcu kaerdowskie krytykanctwo do czegoś zobowiązuje.



Się okazało, że nie tylko mi się ta nazwa nie podoba. Co prawda ekipa bloga śmieje się bardziej z polszczyzny, ale zawsze :) Dwa fajne linki poniżej:

Lojalizacja przez grywalizacje i dzielenie przez odrealnienie

Gryfikacja a grywalizacja

A teraz wracając do krytyki. Co mi się nie podoba w słowie grywalizacja. Spójrzmy na nie wycentrowane i z boldem:

gRYWALIZACJA

Mi osobiście całą grę przesłania rywalizacja. Wydaje mi się, że trochę to zaburza sens tego czym jest gamification. Słowo rywalizacja nadaje jasny kierunek pojęciu grywalizacji. Umniejsza znaczenie gry na rzecz rywalizowania. A są przecież gry, gdzie większe znaczenie ma kooperacja. Ale co ja tam wiem :)

Paweł Tkaczyk tłumaczy to tak:
"Rozważałem słowo „gryfikacja” przy tłumaczeniu, ale ją odrzuciłem. Drogi były dwie. Albo wziąć końcówkę „-fikacja” (modyfikacja, personifikacja), albo końcówkę „-zacja” (krystalizacja, personalizacja). Zdecydowałem się na tę ostatnią, bo – moim zdaniem – ma więcej wspólnego ze „zmianą” (krystalizacja to zmiana w kryształ, urbanizacja to zmiana w miasto). To oczywiście już „miękkie” rozważania, kwestia gustu itp. Plus słowo „rywalizacja” jest mocno związane z grami. Mając do wyboru dwie drogi, poszedłem w tę, która ma lepszą – IMO – formę, skojarzenia…"

Ja tego słowa nie lubię, ale walczenie z nim to walka z wiatrakami. Dość dobrze się przyjęło i rośnie. Ma też niewątpliwe plusy:  budzi zaciekawienie, zapada w pamięć i jest takie chwytliwe. Dużo bardziej od gryfikacji, która imho dużo lepiej oddaje sens, ale sprzedażowo mocna nie jest.

Więcej obiekcji nie mam.

A teraz na złość Marianowi dopiszę fragment, który miał się znaleźć w poprzednim poście, ale o nim zapomniałem. Dodatkowy plus książki czyli liczne referencje do zewnętrznych źródeł i badań, jak na przykład książka "Homo Ludens" czy badania Skinnera.






wtorek, 1 października 2013

Grywalizacja j_st _____, cześć pierwsza


Ten post ma być recenzją książki "Grywalizacja" reżyserii Pawła Tkaczyka. Okładka wygląda tak:



Co mogę powiedzieć, po przeczytaniu książki. Wow, naprawdę świetna książka. Kawał dobrej roboty.

A teraz serio. Heh, dobrze, że kupiłem ją w promocji za 20 zł, bo gdybym wydał oryginalne 40 to miałbym wyrzuty sumienia.

Na samym początku chciałem powiedzieć, że sreberko mi się starło z gwiazdki. I że te Raiffeisenowe kolory mi się nie podobają. Tytuł też mi się nie podoba. A na pojechanie po słowie grywalizacja zarezerwowałem cały osobny post. I tymi słowy kończę ocenianie książki po okładce.

Co do samej zawartości to ciężko jest się o niej wypowiedzieć. Czemu? Bo na pewno jakieś swoje plusy ma. Jak dla mnie, nie ma w niej nic odkrywczego. Na 150 stronach jest poruszone tyle tematów, że gdyby autor chciał je wszystkie rozwinąć, książka musiałaby mieć z 1500 stron. Konkretów nie ma żadnych. Przydatnych informacji również żadnych. Trudno nawet nazwać tą książkę jakimś poradnikiem dla początkujących, bo nawet dla nich nie ma tam żadnych informacji. W sumie czego wymagać od gościa opowiadającego historię. Nawet gra, którą zaplanował jest tak słaba, że żal mi serce ściska.

Ale ta książka nie jest zła. Wręcz można powiedzieć, że jest dobra.  Jest trochę przydługą prezentacją o gryfikacji. Takie marketingowe ble ble jaka to wspaniała ta gryfikacja i jak ona wszystko naprawi/sprzeda/wpisz tu co chcesz.